Nadchodzi Lato (Bonus Track) Lyrics: Ona szuka ratunku w zabawie i tańcu / Ona szuka miłości w tej bandzie wygnańców / Twoja rozmazana szminka powiedziała mi, że zgubiłaś drogę / W sercu
Przed chwilą opuszczonych miast. Tylko przez rozbite okno śpiewa wiatr. Taki stał się mój świat. Jak wrócić, kiedy każda z dróg prowadzi do twych rąk i ust? Iść bez Ciebie znaczy. Iść w bezdroża. Gdzie nic, prócz pustych serc. Już nas nie spotka. I płonący piach dotyka płuc.
chodzi lato po ce piosenka przedszkolna - Tekściory.pl – sprawdź tekst, tłumaczenie twojej ulubionej piosenki, obejrzyj teledysk.
J.R.R. Tolkien WŁADCA PIERŚCIENI Tłumaczyła: Maria Skibniewska Warcraft J.R.R. Tolkien - Władca Pierścieni Trzy pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem, Siedem dla władców krasnali w ich kamiennych pałacach, Dziewięć dla śmiertelników, ludzi śmierci podległych, Jeden dla Władcy Ciemności na czarnym tronie W krainie Mordor, gdzie zaległy cienie, Jeden, by
Poznaj definicję 'bezdroża', wymowę, synonimy i gramatykę. Przeglądaj przykłady użycia 'bezdroża' w wielkim korpusie języka: polski.
lecz nie pamiętam dobrze, jakiej pociąg był relacji. Mam lat osiemnaście, a on wysiadł na jakiejś stacji. Przystojny był jak Linda, więc po nocach szlocham, pomóżcie mi go znaleźć, bo go kocham, Zocha. Ref.: To już lato, to już lato, słoneczniej serca biją. i wakacyjna miłość. To już lato, to już lato.
Ksiązka Zapiski nosorożca. Moja podróż po drogach, bezdrożach i legendach Afryki napisanej przez Łukasz Orbitowski. Zapiski nosorożca. Moja podróż po drogach, bezdrożach i legendach Afryki to Podróżnicze wydany w 2014 roku. Zobacz recenzje i opinie naszych użytkowników o tej książce.
O ile kilometrów więcej przebył lądem niż morzem. Po bezdrożach Afryki przebyłem 1000 mil angielskich , po morzach przepłynąłem statkiem 2 tyś, mil morskich, a na kontynencie europejskim przejechałem 1,5 raza więcej kilometrów niż liczba kilometrów mojej podróży po Afryce. 1 mila angielska = 1,6093 km 1 mila morska = 1,852 km musi wyjść 319,25 km
tobie po głowie Za Krokiem Krok tupet masz, nie powiesz chodź dziś znów tobie po głowie i mów co chcesz, a ja i tak wiem swoje chodzę dziś znów chodzę znów tobie po głowie Za Krokiem Krok tupet masz, nie powiesz chodź dziś znów tobie po głowie i mów co chcesz, a ja i tak wiem swoje krążysz wokół nie wiesz sam jak ten podryw
Lato, lato, lato czeka, razem z latem czeka rzeka, razem z rzeką czeka las, a tam ciągle nie ma nas. Lato, lato, nie płacz czasem, czekaj z rzeką, czekaj z lasem, w lesie schowaj dla nas chłodny cień, przyjedziemy lada dzień. Już za parę dni Lato, lato mieszka w drzewach, lato, lato w ptakach śpiewa, słońcu każe odkryć twarz.
E3LGm8v. Chcesz to milcz Milczenie złotem jest, ja wiem Nie mam nic A ciszy nie potrafię znieść Tylko szept Przed chwilą opuszczonych miast Tylko przez rozbite okno śpiewa wiatr Taki stał się mój świat Jak wrócić, kiedy każda z dróg prowadzi do twych rąk i ust? Iść bez Ciebie znaczy Iść w bezdroża Gdzie nic, prócz pustych serc Już nas nie spotka I płonący piach dotyka płuc A do źródła tysiąc mil Wróć raz jeszcze Tego dnia rozmowę naszą przerwał ktoś Byłem sam, szukałem Ciebie w sercu, bo Smutnym stał się mój świat Jak wrócić, kiedy każda z dróg prowadzi do twych rąk i ust? Iść bez Ciebie znaczy Iść w bezdroża Gdzie nic, prócz pustych serc Już nas nie spotka I płonący piach dotyka płuc A do źródła tysiąc mil Wróć raz jeszcze Niech się wszystko zacznie jeszcze raz Na tych pustych ziemiach Kwiaty już nieśmiało kwitną, spójrz Kiedy jesteś ze mną Odnajduję ślady naszych stóp Wiem, co będzie dalej Na bezdroża miłość wróci, jeśli chcesz... Iść bez Ciebie znaczy Iść w bezdroża Gdzie nic, prócz pustych serc Już nas nie spotka I płonący piach dotyka płuc A do źródła tysiąc mil Iść bez Ciebie znaczy Iść w bezdroża Gdzie nic, prócz pustych serc Już nas nie spotka I płonący piach dotyka płuc A do źródła tysiąc mil Wróć raz jeszcze... [Tekst i adnotacje na Pop Genius Polska]
Spis treści (kliknij na tytuł wybranej piosenki, by przejść bezpośrednio do niej): 1. Widziałem orła 2. Bieszczady 3. Sen z łemkowskiej wioski 4. Śpiewogranie 5. Chodzi lato po bezdrożach 6. Krajka 7. Ja mam tylko jeden świat 8. Zapach chleba 9. Piosenka dla Wojtka Bellona 10. Karczma dla samotnych 11. Jesienna prośba 12. W lesie listopadowym 13. Wędrówką życie jest człowieka 14. Gór mi mało 15. Połoniny niebieskie 16. Modlitwa wędrownego grajka 17. Lato z ptakami odchodzi 18. Modlitwa 19. Oczekiwanie 20. Bieszczadzki trakt 21. Kiedy góral umiera 22. Deesis 23. Bieszczadzkie anioły 24. Deszczowe lato 25. We wtorek w schronisku 26. Wieczorne krajobrazy 27. Czerwony pas 28. My Cyganie 29. Rozliczysz mnie, Panie 30. Mewy 31. Gdzie ta keja 32. Chłopcy z Botany Bay 33. W życiu trzeba zawsze wolnym być Widziałem orła Dzisiaj z wiatrem ranne mgły rozwiało. e H7 e Ponad nami stanęły dostojnie GDe Jak śpiący rycerze wyrwani ze snu GDCH7 Tatry zbrojne w ostre skalne turnie. eH7e Zobaczyłem Tatry ostre jak kindżały. Słyszałem, jak halny tańcował, jak spadały z łoskotem lawiny. Widziałem orła. Wietrze wiej, a wodo tocz kamienie, eH7e Wietrze graj w smrekowych strunach lasów. aDGa Wodo śpiewaj w srebrzystych strumieniach, eH7e Wietrze graj, wietrze graj na turni basach. H7e Będę śpiewał z wiatrem, ze smrekami. Z potokami kamienie potoczę. Krzesanego zatańczę z turniami. Z orłami ulecę. Bieszczady Tu w dolinach wstaje mgłą wilgotny dzień ea Szczyty ogniem płoną stoki kryje cień DGH Mokre rosą trawy wypatrują dnia ea Ciepła które pierwszy słońca promień da DGH Cicho potok gada gwarzy pośród skał GCD O tym deszczu co z chmury trochę wody dał GCDG Świerki zapatrzone w horyzontu kres GCDG Głowy pragną wysoko jak najwyżej wznieść GCDG Tęczą kwiatów barwny połoniny łan Słońcem wypełniony jagodowy dzban Pachnie świeżym sianem pokos pysznych traw Owies dzwoneczkami cisza niebu gra Cicho potok gada gwarzy pośród skał O tym deszczu co z chmury trochę wody dał Świerki zapatrzone w horyzontu kres Głowy pragną wysoko jak najwyżej wznieść Serenadą świerszczy kaskadami gwiazd Noc w zadumie kroczy mroku ścieląc płaszcz Wielkim wozem księżyc rusza na swój szlak Pozłocistym sierpem gasi lampy dnia Cicho potok gada gwarzy pośród skał O tym deszczu co z chmury trochę wody dał Świerki zapatrzone w horyzontu kres Głowy pragną wysoko jak najwyżej wznieść Sen z łemkowskiej wioski Wędrowałem Beskidu krainą a Leśne ścieżki miałem za siostry a Pośród drzew odnalazłem mój spokój d I zginęły gdzieś wszystkie kłopoty E Gdy raz szedłem leśnymi ścieżkami Pośród lasów trafiłem do wioski Wszystko prawie już chwastem zarosło W jedynej chacie zostałem na nocleg Gdzie stąd odeszli ludzie, którzy piekli chleb? a d E a Gdzie są ich pieśni czemu zamarł w cerkwi śpiew? a d E a Gdzie dym z kominów studziennych żurawi skrzyp? a d E a Pozostała pustka czasem echa tamtych dni. a d E F Tamtych dni, tamtych dni... d a Gdy zasnąłem to dręczyły mnie koszmary Widziałem postacie z Łemkowskiej wioski Coś szeptały, ręce do mnie wyciągały Na ustach zamarł im krzyk bezsilności Śpiewogranie Jest, że lepiej już nie, Ca Nie będzie choć wiem, d Że będzie jak jest. G Jest, że serce chce bić Ca I bije by żyć d I śpiewać się chce! G Nasze wędrowanie, C Nasze harcowanie, a Nasze śpiewogranie G Dziej się dziej! C Jeszcze długa droga, a Jeszcze ogień płonie, G Jeszcze śpiewać mogę, Serce chce. Nam nie trzeba ni bram, Raju trzeba nam, Tam, gdzie śpiewam i gram. Nam, żaden smutek na skroń Tylko radość i dłoń Przyjaźni to znak. Chodzi lato po bezdrożach Na, na, na... Zamawiam słońce na dwa miesiące Cd i tylko pod drzewami cień. GC Nałapię echa pełen plecak, Cd wędrując cały dzień. GC Na, na, na... Chodzi lato po bezdrożach, Cd po drożynach, byle gdzie. GC Śpiewa lato łanem zboża, Cd koronami starych drzew, o ho, ho, ho! GC Śpiewa lato łanem zboża, Cd koronami starych drzew. GC Na, na, na... Gdzie oczy niosą, nieznaną szosą, ze swoim cieniem za pan brat. Za horyzontu jasnym kręgiem nieznany czeka świat. Na, na, na... Chodzi lato po bezdrożach... Krajka Chorałem dźwięków dzień rozkwita a,G Jeszcze od rosy rzęsy mokre a,d We mgle turkocze pierwsza bryka C,d Słońce wyrusza na włóczęgę. E,E7 Drogą pylistą, drogą polną a,G Jak kolorowa pannę krajka a,G Słońce się wznosi nad stodołą C,d Będziemy tańczyć walca E,E7 Zmoknięte świerszcze stroją skrzypce Żuraw się wsparł o cembrowinę Wiele nanosi wody jeszcze Wielu się ludzi z niej napije A ja mam swoją gitarę dG Spodnie wytarte i buty stare Ca Wiatry niosą mnie na skrzydłach dEa (A) Ja mam tylko jeden świat Kiedy w piątek słońce świeci D e Serce mi do góry wzlata A7 D Gdyż w sobotę wezmę plecak D e W podróż do mojego świata A7 D Bo ja mam tylko jeden świat D e Słońce, góry, pola, wiatr A7 D I nic mnie więcej nie obchodzi D e Bom turystą się urodził A7 D7 Dla mnie w mieście jest za ciasno Wśród pojazdów, kurzu, spalin, Ja w zieloną jadę ciszę, W ścieżki pełne słodkich malin. Bo ja mam... Myślę, leżąc pośród kwiatów, Czy w jęczmienia żółtym łanie Czy przypadkiem za pół wieku Coś z tym światem się nie stanie Bo ja mam.... Chciałbym, żeby ten mój świat Przetrwał jeszcze tysiąc lat, Żeby mogły nasze dzieci Z tego świata też się cieszyć Bo ja mam.... Zapach chleba Kolejna noc Wielkim Wozem wędruje G C9 a7 D Ze szczytu Tarnicy można go złapać za koło G C9 a7 D Księżyc granie gór cienką kreską maluje C D G e Na złoto, zielono i na czerwono C D G A góry się piętrzą i rosną do nieba C h e Bieszczadzkie baśnie nam szepczą do ucha C D G Zapachem połonin i pieczonego chleba C h e Śnić się będą, gdy znowu zapanuje plucha. C d e/G Kolejny bar i stół pełen piwa Na ławach zasiadły upadłe anioły W kuflach skrzydlatych zmęczenie odpływa Splatają się pieśni z dźwiękami gitary Kolejny szlak pnie się krętą drogą Warkoczem połonin, panien roześmianych Deptany ciężką, ludzką nogą Prowadzi nas do schronisk – rajów obiecanych. Piosenka dla Wojtka Bellona Powiedz, dokąd znów wędrujesz DGD Czy daleko jest twój sad DGD Ten w krainy buczynowe CGD Ze mną tam układa pieśni wiatr CGD Ten w krainy buczynowe eGD Za mną nikogo, tylko wiatr... eGD Zmierzchy grają, a przestrzenie Własny mi podają dźwięk Takie śpiewy z nimi lub milczenie W którym znika każdy dawny lęk W takich śpiewach i milczeniu W szumie świętych buków zginął lęk Zaszumiały się powietrza I ruszyłeś sam na szlak Ten ostatni, ten najlepszy Przyszedł czas, Pan dał znak Ten ostatni, ten najlepszy Przyszedł czas, Pan dał Ci znak. Karczma dla samotnych Na piaszczystej drodze chłodny we włosach wiatr e a Już przeszedłeś w życiu tyle, za plecami drogi szmat D G D Nagle na widnokręgu ostry światła blask Może twym zmęczonym stopom odpoczynek ktoś chce dać Witaj w naszej karczmie dla samotnych H7 e Usiądź z nami w karczmie dla samotnych H7 e Będzie piękna noc, będzie długa noc C G C G Tu zawsze są otwarte drzwi C G a Tu się schronisz chłodną nocą, tu pył drogi zmyjesz z warg Tu zdrożone stopy spoczną gdy zmęczenie przygnie kark Wiatr oplata okiennice, dym po chmurach hen się wspina My się sercem podzielimy nim nadejdzie zła godzina Witaj w naszej karczmie dla samotnych ... Wspomnisz jeszcze, jak to było, kiedy minie wiele lat Jak się piło szczęścia piwo, do dna w poezji dzban Gdy odejdziesz mówiąc bywaj, powtórzymy ci od nowa Na teraz i na całe życie słowa. Witaj w naszej karczmie dla samotnych ... Przyszła do mnie od Podola Zamieszkała w zżółkłym lesie Przegoniła wiatr po polach Spadła deszczem ku mnie jesień A na niebie w szarych chmurach Słońce w warkocz splotło włosy Tutaj nie ma już nikogo Pozostały wspomnień głosy Ja was kocham moje góry A że miłość nie rdzewieje To gdy Pan mnie wezwie w chmury powiem mu: „Ja wolę w knieje” powiem mu: „Ja wolę w knieje” x8 Tu mieszkają myśli moje Wątpliwości i marzenia Ocal Panie w łasce swojej Wszystko to od zapomnienia Ja was kocham moje góry A że miłość nie rdzewieje To gdy Pan mnie wezwie w chmury powiem mu: „Ja wolę w knieje” powiem mu: „Ja wolę w knieje W lesie listopadowym Wokoł góry góry i góry d E a I całe moje życie w górach d G C a Ileż piękniej drozdy leśne śpiewają d E a Niż śpiewak płatny na chórach d E a Wokół lasy lasy i wiatr I całe życie w wiatru świstach Wszyscy których kocham wita Was Modrzewia ikona złocista Jak łasiczki ścieżka w śniegach d E a Droga życia była kręta d G C a Teraz z lasów zeszła na mnie d E a Młodych jodeł zieleń święta d E a Ważne są tylko kopuły pieśni Które na gorze wysokiej zostaną Nikt nie szuka inicjałów cieśli Gdy cieśle dom postawią Nieludzką ręką malowany jest Wielki smutek duszy mej Lecz nawet złockiej ikonie Ja nigdy nic nie powiem Przyjaciele którzy jemiołę czcicie Dobrze że chodzicie światem Jutro jodełkę zieloną spalicie By darzyła was ciepłym latem Wędrówką życie jest człowieka Wędrówka jedna życie jest człowieka; Idzie wciąż, Dalej wciąż, Dokąd? Skąd? Dokąd? Skąd? Dokąd? Skąd? Jak zjawa senna życie jest człowieka; Zjawia się, dotknąć chcesz, Lecz ucieka! Lecz ucieka! Lecz ucieka! To nic! To nic! To nic! Dopóki sil, Jednak iść! Przecież iść! Będę iść! To nic! To nic! To nic! Dopóki sil, Będę szedł! Będę biegł! Nie dam się! Wędrówka jedna życie jest człowieka; Idzie tam, Idzie tu, Brak mu tchu, Brak mu tchu! Brak mu tchu! Jak chmura zwiewna życie jest człowieka Płynie wzwyż, Płynie w niż! Śmierć go czeka! Śmierć go czeka! Śmierć go czeka! To nic... Gór mi mało C d G* GA G* | x2 Drogi Mistrzu, Mistrzu mojej drogi C G Mistrzu Jerzy i mistrzu Wojciechu d G Przez was w górach schodziłem nogi C G Nie mogąc złapać oddechu d G Gór, co stoją nigdy nie dogonię C G Znikających punktów na mapie d G Jakie miejsce nazwę swym domem C G Jakim dotrę do niego szlakiem d G Gór mi mało i trzeba mi więcej C G Żeby przetrwać od zimy do zimy a e Ktoś mnie skazał na wieczną wędrówkę F C Po śladach, które sam zostawiłem d G Góry, góry i ciągle mi nie dość Skazanemu na gór dożywocie Świat na dobre mi zbieszczadział Szczyty wolnym mijają mnie krokiem C d G* GA G* | x2 Pańscy święci, święci bezpańscy Święty Jerzy, Mikołaju, Michale Starodawni gór świętych mieszkańcy Imię wasze pieśniami wychwalam Gór, co stoją nigdy nie dogonię Znikających punktów na mapie I chaty, by nazwać ją swym domem Do której żaden szlak by nie trafił Gór mi mało i trzeba mi więcej... Połoniny niebieskie Gdy nie zostanie po mnie nic C F C F Oprócz pożółkłych fotografii C F C G Błękitny mnie przywita świt e F C G W miejscu co nie ma go na mapie C F C F I kiedy sypną na mnie piach Gdy mnie okryją cztery deski To pójdę tam gdzie wiedzie szlak Na połoniny na niebieskie Podwiezie mnie błękitny wóz Ciągnięty przez błękitne konie Przez świat błękitny będzie wiózł Aż zaniebieszczy w dali błonie Od zmartwień wolny i od trosk Pójdę wygrzewać się na trawie A czasem gdy mi przyjdzie chęć Z góry na Ziemię się pogapię Popatrzę jak wśród smukłych malw Wiatr w przedwieczornej ciszy kona Trochę mi tylko będzie żal Że trawa u was tak zielona Modlitwa wędrownego grajka Przy małej wiejskiej kapliczce d C Stojącej wedle drogi d Ukląkł i grywał na skrzypkach C Wędrowny grajek ubogi d Od czasu do czasu grający Bezzębne otwierał wargi To przekomarzał się z Bogiem To znów się korzył bez skargi Ref: Hej Panie Boże coś wielkim g Gazdą nad gazdami d Po coś mi dał taką skrzypkę C Co jeno tumami i mami d a d Spraw to ażebym na zawsze Umiał dziękować Ci Panie Że sobie rzępolę jak mogę Że daję Ci na co mnie stać A jeszcze bardziej chroń mnie I od najmniejszej zawiści Że są na tym świecie grajkowie Pełni szumniejszych liści I niechaj pomnę w mym życiu Czy bliskim czy też dalekim Żem człowiek jest przede wszystkim I niczym więcej jak człekiem Spraw w końcu by przy tej kapliczce Obok tej wiejskiej drogi Klękał i grywał na skrzypkach Wędrowny grajek ubogi Lato z ptakami odchodzi Lato z ptakami odchodzi h e h Wiatr skręca liście w warkocze e Fis7 h Dywanem pokrywa szlaki h e h Szkarłaty wiesza na zboczach e Fis7 h Przyobleka myśli w kolory e A7 W liści złoto buków purpurę D h Palę w ogniu letnie wspomnienia e A7 Ref: Idę wymachując kosturem D H7 Idę w góry cieszyć się życiem e A7 Oddać dłoniom halnego włosy D h W szelest liści wsłuchać się pragnę e Fis7 W odlatujących ptaków głosy h Fis H7 Słony pot czuję w ustach Dzień spracowany ucieka Anioł zapala gwiazdy Oświetla drogę człowieka Już niedługo ogień rozpalę Na rozległej górskiej polanie Już niedługo szałas zielony Wśród dostojnych buków powstanie Modlitwa Francois Villon Dopóki ziemia kręci się dopóki jest tak czy siak Panie ofiaruj każdemu z nas czego mu w życiu brak Mędrca obdaruj głową tchórzowi dać konia chciej Sypnij grosza szczęściarzom i mnie w opiece swej miej Dopóki ziemia kręci się o Panie nasz na Twój znak Tym którzy pragną władzy niech władza ta pójdzie w smak Daj szczodrobliwym odetchnąć raz niech zapłacą mniej Daj Kainowi skruchę i mnie w opiece swej miej Ja wiem że ty wszystko możesz ja wierzę w Twą moc i gest Jak wierzy żołnierz zabity że w siódmym niebie jest Jak zmysł każdy chłonie z wiarą Twój ledwie słyszalny głos Jak wszyscy wierzymy w Ciebie nie wiedząc co niesie los Panie zielonooki mój Boże jedyny spraw Dopóki ziemia kręci się zdumiona obrotem spraw Dopóki czasu i prochu wciąż jeszcze wystarcza jej Daj każdemu po trochu i mnie w opiece swej miej a C d6 E E7 a a7 C A7 d d7 G7 G C A7 d H7 E E7 a A7 d H7 E a Oczekiwanie Jest sroga zima a o lecie już myślę nieśmiało d Des5+ d7 g Kiedy z wiatrem i złotą kulą słońca A7 d Znów wyruszę na włóczęgę wspaniałą E7 A7 Gorące lato mała ważka nad wodą szybuje Senne żaby leniwie drzemią w stawie Polny konik swe skrzypce szykuje Ref: Przy kominku ciepły płomień d g A7 d C Ciągle lato przypomina F g A7 D7 Spójrz za oknem jak w zamieci g A7 d B Tańczy z mrozem biała zima Zielone liście gdzieniegdzie pożółkły na drzewach Jesień idąc rozpina babie lato Twoja buzia jest cała w złotych piegach Ale jest zima mróz trzaska i rysuje figury Byle jeszcze tak dotrwać aż do lata Potem opuścić szare miejskie mury Bieszczadzki trakt Kiedy nadejdzie czas zwabi nas ognia blask G D C G Na polanie gdzie króluje zły D C G Gwiezdny pył w ogniu tym łzy wyciśnie nam dym G D C G Tańczą iskry z gwiazdami a my D C G Ref: Śpiewajmy wszyscy w ten radosny czas C D G Śpiewajmy razem ilu jest tu nas C D e Choć lata młode szybko płyną wiemy że C D G e Nie starzejemy się C D G W lesie gdzie licho śpi ma przygoda swe drzwi Pójdźmy tam gdzie na ścianie lasu lśnią Oczy sów wilcze kły rykiem powietrze drży Tylko gwiazdy przyjazne dziś są Dorzuć do ognia drew w gorę niech płynie śpiew Wiatr poniesie w wilgotny go świat Każdy z nas o tym wie znowu spotkamy się A połączy nas bieszczadzki trakt Kiedy góral umiera Kiedy góral umiera to góry z żalu sine E E7 Pochylają nad nim głowy jak nad swoim synem A E Las w oddali szumi mu odwieczną pieśń bukową fis A E A on długo sposobi się przed najdalszą drogą fis A E Kiedy góral umiera to nikt nie układa baśni Tylko w niebie roziskrzonym mała gwiazdka gaśnie Głowę jeszcze raz uniesie do góry do nieba By pożegnać góry swoje by im coś zaśpiewać Ref: Góry moje wierchy moje otwórzcie swe ramiona E fis Niech na miękkim mchu posłaniu cichuteńko skonam A E Ojcze mój halny wietrze powiej ku północy E fis Ciepłą drżącą swoją ręką zamknij zgasłe oczy A E Bym mógł w ziemię wrosnąć fis Strzelić potem do słońca smreczyną A E I na zawsze szumieć już fis Nad swoją dziedziną A E Kiedy góral umiera to nikt nad nim nie płacze Siedzi czeka aż kostucha w okno zakołacze Ziemia twardą szorstką ręką tuli go do siebie By na zawsze zostać pod pod góralskim niebem DEESIS Tam las się pochyla prastarym chojarem a, A9, a, Nad ciemnym strumieniem niebo się zamyka a, G, a, A9 Tam buk rosochatym zakrywa konarem a, A9, a Mogiły, których nawet wiatr unika F, d7, G Dla oczu ukryty - niedostrzegły wzrokiem a, A9, a Jedyny ślad wymarłej sadyby - B4, B, B4, B Gasnąca drożyna spleciona z potokiem a, A9, a Jakby nie była - odeszła jak gdyby B4, B, B4, B Porosły drzewa, gdzie umarły chaty a, G, D, a Zamknęły się cerkwi widmowe wierzeje e, F, d, E7 Opuścił sioło Chrystus Pantokrator a, G, D, a Zgięty w pół krzyż samotnie niszczeje e, F, d, E7, a Na przekór podnieśmy ku niebu ektenie a, C Na próżno błagajmy błogosławienia G, D Za Łemkowynę módlmy się daremnie a, C Może dostąpimy jeszcze Przebóstwienia G, F Mgły poruszymy świętym wozduchem a, C Chramowe ikony podniesiemy z pyłu G, D Obudzimy chóry naszej wiary kruchej a, C Hospody pomyłuj! Hospody pomyłuj! Hospody pomyłuj! G, D, F /x2 Dlaczego przestałem być Rusnakom bratem Chociaż wzorem dla nas te same hermeneje Dokąd uleciały cheruby skrzydlate Czemu płomień w oczach już duszy nie grzeje? Słupy dymu z nagła podparły ciężkie chmury Gdy od nieba dzielił nas tylko ikonostas Umilkły w bólu niewzruszone góry - Jedyne, które miały tu pozostać Ku czyjej chwale wzniosły się pochodnie Całopalne ofiary dla którego Boga Jacyż to święci tej krwi byli głodni W jakim obrządku ojców kto pochował? Na przekór podnieśmy ku niebu ektenie Na próżno błagajmy błogosławienia Za Łemkowynę módlmy się daremnie Może dostąpimy jeszcze Przebóstwienia Mgły poruszymy świętym wozduchem Chramowe ikony podniesiemy z pyłu Obudzimy chóry naszej wiary kruchej Hospody pomyłuj! Hospody pomyłuj! Na plecach wysoko ponieśmy ektenie Chociaż niegodniśmy błogosławienia Odprawmy na szczytach pokutę zmęczeniem Może doprosimy się tym przebaczenia Mgły poruszymy świętym wozduchem Chramowe ikony podniesiemy z pyłu Obudzimy chóry naszej wiary kruchej Hospody pomyłuj! Hospody pomyłuj! Bieszczadzkie anioły Anioły są takie ciche, zwłaszcza te w Bieszczadach a G gdy spotkasz takiego w górach wiele z nim nie pogadasz a e Najwyżej na ucho ci powie gdy będzie w dobrym humorze C G C F że skrzydła nosi w plecaku nawet przy dobrej pogodzie C G a e a Anioły są całe zielone, zwłaszcza te w Bieszczadach łatwo w trawie się kryją i w opuszczonych sadach W zielone grają ukradkiem nawet karty mają zielone zielone mają pojęcie a nawet zielony kielonek Anioły bieszczadzkie C G bieszczadzkie anioły a dużo w was radości C i dobrej pogody G a Bieszczadzkie anioły C G anioły bieszczadzkie a gdy skrzydłem cię dotkną C już jesteś ich bratem G a Anioły są całkiem samotne zwłaszcza te w Bieszczadach w kapliczkach zimą drzemią choć może im nie wypada Czasem taki anioł samotny zapomni dokąd ma lecieć i wtedy całe Bieszczady mają szaloną uciechę Anioły bieszczadzkie ... Anioły są wiecznie ulotne zwłaszcza te w Bieszczadach nas też czasami nosi po ich anielskich śladach One nam przyzwalają i skrzydłem wskazują drogę i wtedy w nas się zapala wieczny bieszczadzki ogień Anioły bieszczadzkie ... Deszczowe lato Kiedy jest deszczowe lato d a mokną świerszcze w mokrym sianie E7 a A7 Woda szkodzi strunom skrzypiec d a więc nie w głowie im cykanie E7 a A7 Lato, deszczowe lato d a na przekór ludziom, na przekór kwiatom E7 a A7 Lato, deszczowe lato, d a że na wet świerszcze nie mogą grać E7 a Woda schodzi z gór ścieżkami wiatr gałęziom strąca krople Kłapie błoto pod butami wszystko już zupełnie mokre Lato, deszczowe lato... Dymią szczyty jak wulkany mgiełka w polu, mgiełka w sadzie W żółtej glinie ślad "wibramów" odciśnięty tak wyraźnie. Lato, deszczowe lato... Polne kwiaty mają dreszcze Nic nie będzie z ich zapachu Pod słomianym dachem szopy Deszcz nas dzisiaj trzyma w szachu Lato, deszczowe lato... Kiedy mgła opadnie nisko drzewo się za drzewem chowa leśne licho z mokrą brodą lubi wtedy spacerować. Lato, deszczowe lato... We wtorek w schronisku Złotym kobiercem wymoszczone góry - C F C Jesień w doliny przyszła dziś nad ranem, e F d G Buki czerwienią zabarwiły chmury, C F e7 a Z latem się złotym właśnie pożegnałem... F G C/G Ref: We wtorek w schronisku po sezonie - C F G C W doliny wczoraj zszedł ostatni gość... a D G Za oknem plucha, kubek parzy w dłonie C F e7 a I tej herbaty, i tych gór mam dość. F G C/G Szaruga niebo powoli zasnuwa, Wiatr już gałęzie pootrząsał z liści. Po wiatr pod górę znowu sam zasuwam - Może w schronisku spotkam kogoś z bliskich. We wtorek w schronisku... Ludzie tak wiele spraw muszą załatwić, A czas płynie wolno - panta rhei... Do siebie tylko już nie umiem trafić - Kochać to więcej z siebie dać czy mniej... Wieczorne krajobrazy Już zaszedł za doliną złocisty słońca krąg. G e C D Odgłosy ciche płyną z zielonych pól i łąk: G e C D Dalekie ludzi głosy, daleki słychać śpiew G e C D I szelest kropel rosy po drżących liściach drzew. G e C D Ref. Posłuchaj w ciszy ognia i wkoło spójrz: C D e Wieczorne krajobrazy czas zabiera. C D e Wędrowcze stron dalekich - zamknij nasz krąg. C D e Już dopalają się ostatnie drewna. C D e Promieni gra różana topnieje w sinej mgle, A świeży zapach siana skoszona łąka śle. Wraz z wonią polnych kwiatów, z gasnącym blaskiem zórz Poezja krajobrazów w głąb ludzkich płynie dusz. Ref. Posłuchaj w ciszy ognia... W półcieniu kształt olbrzymi rzucają pasma gór, Zrzucają piękne suknie, wkładają płaszcze z chmur, Prostują swoje skrzydła, podarty kryją stok, Jak senne malowidła powoli toną w mrok. Ref. Posłuchaj w ciszy ognia... Czerwony pas Czerwony pas, za pasem broń d A7 I topór co błyszczy z dala d A d Wesoła myśl ,swobodna dłoń d A7 To strój, to życie górala d A d Tam szum Prutu, Czeremoszu, Hucułom przygrywa d A wesoła kołomyjka do tańca porywa A7 d Dla Hucuła nie ma życia, jak na połoninie g A A7 Gdy go losy w doły rzucą wnet z tęsknoty zginie d A7 d Gdy świeży liść pokryje buk I czarna góra sczernieje Niech dzwoni flet, niech ryczy róg Ożyły nasze nadzieje Tam szum Prutu, Czeremoszu, Hucułom przygrywa... Pękł rzeki brzeg, popłynął lód Czeremosz szumi po skale Nuż w dobry czas kędziory trzód Weseli kąpcie górale Tam szum Prutu, Czeremoszu, Hucułom przygrywa... Połonin step na szczytach gór Tam tratwa w pas się podnosi Nie ciągnie tam miedz ciasnych sznur Tam żaden pan ich nie kosi Tam szum Prutu, Czeremoszu, Hucułom przygrywa... My cyganie My Cyganie co pędzimy z wiatrem, my Cyganie znamy cały świat! My Cyganie wszystkim gramy, a śpiewamy sobie tak: Ore, ore sza ba da ba da amore. Hej! Amore sza ba da ba da. O muriaty, o szagriaty, hajda trojka na mienia! (bis) Kiedy tańczę, niebo tańczy ze mną. Kiedy gwiżdżę, gwiżdże polu wiatr Zamknę oczy, liście więdną, kiedy milknę, milczy świat. Ore, ore sza ba da ba da amore... Gdy śpiewamy, słucha cała Ziemia. Gdy śpiewamy, śpiewa każdy ptak Niechaj każdy z nami śpiewa, niech rozbrzmiewa piosnka ta. Ore, ore sza ba da ba da amore... Kiedy słucham,słucha cała ziemia i jak śpiewam, śpiewa każdy z nas gdy ucichnę wiatru nie ma Zamknę oczy nie ma gwiazd Ore, ore sza ba da ba da amore... Będzie prościej, będzie jaśniej; całą radość damy wam Będzie prościej, będzie jaśniej, gdy zaśpiewa każdy z was: Ore, ore sza ba da ba da amore... Rozliczysz mnie panie ze słabości mojej rozliczysz mnie Panie d g A d z błądzeń moich i tych dróg na skróty B A A7 buty niosły same nie trzymały mnie g A7 d nawet szalone sznurówki B A A7 z wszystkich grzechów rozliczysz mnie Panie d g A d na wieki wieków amen g d B A d z małości mojej rozliczysz mnie Panie że cieszyłem się nad trawy pochylonym piórkiem i że chciałem czasem nad ranem złowić w wiersz wypuszczoną przez Ciebie jaskółkę z wszystkich grzechów rozliczysz mnie Panie na wieki wieków amen i z kielicha rozliczysz mnie Panie z tych dymiących jasną pianę kufli kiedy w głowie mej kilka było planet a ja chciałem to przed Tobą ukryć z wszystkich grzechów rozliczysz mnie panie na wieki wieków amen Mewy Mewy białe mewy e C Wiatrem rzeźbione z fal D e Skrzydlate opiekunki e C Okrętów odchodzących w dal H7 e Kto wam szybować każe Nad horyzontu kres W bezmierne oceany Przez sztormów święty gniew Żeglarzom wracającym z morza C D e Na pamięć przywodzicie dom C H7 e Rozbitkom wasze skrzydła niosą Nadzieję na zbawienny ląd Ptaki zapamiętane Jeszcze z dziecięcych lat Drapieżnie spadające Ze skał na szary Skagerrak Wiatr w grzywy czesał morze Po falach skacząc lekko biegł Pamiętam tamte mewy Przestworzy słonych zew Gdzie ta keja Gdyby tak ktoś przyszedł i powiedział stary czy masz czas a G a Potrzebuję do załogi jakąś nową twarz C G C Amazonka Wielka Rafa oceany trzy C C7 F d Rejs na całość rok dwa lata to powiedziałbym a E7 a Gdzie ta keja a przy niej ten jacht a E7 a Gdzie ta koja wymarzona w snach C G C C7 Gdzie te wszystkie sznurki od tych szmat g A7 d A7 d Gdzie ta brama na szeroki świat a E7 a Gdzie ta keja a przy niej ten jacht Gdzie ta koja wymarzona w snach W każdej chwili płynę w taki rejs Tylko gdzie to jest no gdzie to jest Gdzieś na dnie starej szafy leży ostry nóż Stare dżinsy wystrzępione impregnuje kurz W kompasie igła zardzewiała lecz kierunek znam Biorę wór na plecy i przed siebie gnam Przeszły lata zapyziałe rzęsą zarósł staw A na przystani czółno stało kolorowy paw Zaokrągliły się marzenia wyjałowiał step Lecz dalej myśli o tym rejsie ten samotny łeb Chłopcy z Botany Bay Już nad Hornem zapada noc d C d Wiatr na żaglach położył się d C F A tam jeszcze korsarze na Botany Bay B C d B Upychają zdobycze swe B C d Jolly Roger na maszcie już śpi Jutro przyjdzie z Hiszpanem się bić A korsarze znużeni na Botany Bay Za zwycięstwo dziś będą swe pić Śniady Klark puchar wznosi do ust Bracia toast niech idzie na dno Tylko Johny nie pije bo kilka mil stąd Otuliło złe morze go Nie podnosi kielicha do ust Zawsze on tu najgłośniej się śmiał Mistrz fechtunku z Florencji ugodził go Już nie będzie za szoty się brał W starym porcie zapłacze Margo Jej kochany nie wróci już Za dezercję do panny na kei w Green’s Ben Oddać musiał swą głowę pod nóż Tak niewielu zostało dziś ich Resztę zabrał Neptun pod dach Choć na ustach wciąż uśmiech to w sercach lód W kuflu miesza się rum i strach To ostatni chyba już rejs Cios sztyletem lub kula w pierś Bóg na szkuner w niebiosa zabierze ich Wszystkich chłopców z Botany Bay W życiu trzeba zawsze wolnym być Kiedy idę ulicą w biały dzień h A Świat wydaje mi się taki dziwny A fis Kiedy ludzie uśmiechają się do mnie Ale chciałbym żeby wszyscy byli inni Gdy pieniądze przeciekają mi przez palce A dziewczyny potrafią tylko brać Kiedy nie mam już dokąd uciec A nie mogę tylko w miejscy stać Ref. W życiu trzeba zawsze wolnym być e h Choć nie łatwy jest każdy nowy dzień h A W życiu trzeba zawsze wolnym być e h h A W życiu trzeba zawsze wolnym być Choć nie łatwy jest każdy nowy dzień Piękny jest każdy nowy dzień A G Piękny jest każdy nowy dzień G e Każdy dzień A h Znowu myślę co ja tutaj robię Przecież wszystko miało być inaczej Dzisiaj nawet najlepszy przyjaciel W żywe oczy potrafi ze mnie kpić A od tego ciągłego myślenia Tylko głowa coraz bardziej boli mnie Dosyć mam już tego wszystkiego Dalej tak nie może być Ref.: W życiu... Nawet jeśli oglądać świat przez kraty Wiem że kiedyś dobijesz do celu Jeśli jesteś na dnie kieliszka Nigdy nie trać słodkiej nadziei, o nie Gdy ktoś serce ci zakuł w łańcuchy I śmieje ci się prosto w twarz Wiem że dasz sobie radę przyjacielu Bo naprawdę wolne serc masz Ref. W życiu....
Adam już tak ględził, że Iza miała dość. Otworzyła jego torbę podróżną: "Co robisz?" - "Zabieram jedzenie" - odpowiedziała, ale zabrała mu też ukochany aparat fotograficzny i wyszła z domu. Tego on już znieść nie potrafił, oczywiście. Podobno widział, jak wsiadałyśmy do pociągu na Grabiszynie, ale nie zdążył dojechać. Siedziałyśmy w pociągu same. Nikt nie truł, nikt nie ustawiał, gdzie mamy wysiąść, żeby zobaczyć antenę albo wiatrak. Bilet kupiłyśmy do Bolesławic Świdnickich, po chwili konduktorka przyszła i powiedziała, że musi unieważnić bilet, bo wypisała nam promocyjny, a promocja obowiązuje na trasie Świdnica-Wrocław, a z Wrocławia do Świdnicy już nie. Takie to genialne "promocje" wymyśla samorząd... - Co to jest? To jest stacja - powiedziała niepewnie Iza, kiedy szynobus zarył się w trawie i stanął. Konduktorka odprawiła nas do drzwi, tłumiąc śmiech: "Miłej wycieczki!" Iza zrobiła mi kilka ładnych zdjęć na torach w trakcie targania roweru ponad syznami i pojechałyśmy "do wiesi". Sklep powinien nazywać się galerią handlową, bo zdobiła go oszklona, piętrowa galeria z... gipsowym orłem i dwiema flagami od ulicy. Uroczysta instalacja. Jako że nasza mapa zaczynała się 10 km dalej, Pan Sklepowy objaśnił nam, którędy jechać, żeby dojechać do Marcinowic. Słońce paliło, pszczoły buczały w koronach starych lip jak orkiestra i pachniały wilgotne trawy, a myśmy wstępowały na stare cmentarzyki, zacienione, zarośnięte, gdzie w murze rysowały się resztki niemieckich tablic, albo na cmentarze zajęte już przez groby polskich wygnańców. Pałace na tej trasie były fantastyczne: w Bagieńcu to twierdza otoczona fosą, podobnie w Pankowie. Wieś podnosi się tam z ruiny, coraz więcej ładnych domów i pałaców powstają hotele, stąd na tabllicy przed pałacem w Bagieńcu zatarty napis: "Teren prywatny", a przed nią tablica dla niedowiarków: "DO OKULISTY". Do Marcinowic nie pojechałyśmy, do Kraskowa też nie, bo pomyliłyśmy drogę, więc nasza trasa powtórzyła trochę dawne wyprawy. Była to jazda po pagórkach, między łanami maków i bladą pszenicą, polami truskawek i ziemniaków. Co i rusz nad polami pokazywały się granatowe czuby Gór Sowich, a w gęstych lasach czerwone dachówki pałaców. Zjeżdżałyśmy ze wzgórz razem z wiatrem i zapachem kwiatów. Chłonęłyśmy słońce i wiatr, i tasiemkę dróg, rozwijającą się przed nami bez końca, jak makaron. Lato po prostu wyszło na drogi! Na koniec stwierdziłyśmy, że nie chce nam się jechać do Kątów Wrocławskich, i usiadłyśmy nad zbiornikiem w Maniowie. To stamtąd na horyzoncie przed burzą widać Góry Wałbrzyskie i Karkonosze. Fale szumiały, a czasem woda dudniła przy betonowym brzegu, dudniła jak cała dyskoteka. Zjadłyśmy z sakwy wszystkie zapasy i pojechałyśmy na stację w Mietkowie, na której zwykle można pocałować koniec pociągu, bo mało co tam się zatrzymuje. Nie do końca wierzymy internetowi, więc trzeba było dane zweryfikować na miejscu. Cóż, rozkład jazdy był tylko na 2. peronie, bo na naszym go nie było, toteż wrzasnęłyśmy do pana, który siedział na peronie 1. Pan odwrzasnął, że rozumie pytanie, i sprawdził odjazd w rozkładzie. " Zgadza się!" - wrzasnął nad torami w naszą stronę. Rzeczywiście, Koleje Dolnośląskie podpisały w końcu jakiś ważny dokument, bo krótka pesa się w Mietkowie zatrzymała i wchłonęła jeszcze nas i dwa nasze rowery. Iza oglądała mijane stacje i przypominała, jak to kiedyś peron był "trzy piętra niżej", i czasem rower potrafił zablokować się przy wysiadaniu z ETZT-u. Z tych czasów została na linii jeleniogórskiej jedna rudera w starym stylu: stacja Sadowice Wrocławskie, do której mamy sentyment. Pamiętam, jak z ruin Adam wywlókł zgrabną wycieraczkę, która robiła za podkładkę w bagażniku wózka małej Zuzi. Miał wielką satysfakcję z tej zdobyczy!
Kalina Malina (wersja leśna) - tekst piosenki Kalina malina w lesie rozkwitała. Nie jedna dziewczyna leśnika kochała, Leśnika kochała, leśnika lubiła, I czułe liściki do niego kreśliła. Liściki kreśliła i liściki pisała przyjedź na dziewiątą, ja będę czekała Pobrano z A w sobotę rankiem, kiedy słońce wschodzi, To ten młody leśnik po porębie chodzi. Po porębie chodzi, rejestrator nosi, i nadleśniczego o dzień wolny prosi Panie nadleśniczy, puść mnie pan do domu, Bo moja dziewczyna porodziła syna. Puszczę ja Cie puszczę ale nie samego, dam ci ja na drogę uaza zielonego Uaza zielonego i kanister wódki, pojedź do dziewczyny i ulecz jej smutki. Jedzie leśnik jedzie, o drogę nie pyta, A stara teściowa u progu go wita. Leśniku, leśniku, Twoja to przyczyna, Przez Ciebie zhańbiona została dziewczyna. Teściowo, teściowo nie otwieraj gęby, Bo Ci z oficerka powybijam zęby. Ja jej nie zhańbiłem, zhańbiła się sama, I te ciemne nocki po których chadzała. Chadzała, pijała i grywała w karty, Myślała dziewczyna że z leśnikiem żarty. Ze sklepu na dole przynieś mi jabole, Nie wyjdę, nie wyjdę, aż się napi****lę. To nie były żarty ani żadne kpiny, Bo zamiast wesela odbyły się chrzciny. Ta dzisiejsza młodzież lata samolotem, Najpierw robi dzieci, a wesele potem. Wydział leśny kończę, by hasać po lasach, po bezdrożach leśnych w swych zielonych uazach. Wszelkie prawa do tekstów piosenek umieszczonych na stronach portalu przysługują ich autorom. Są one umieszczone w celach edukacyjnych oraz służą wyłącznie do użytku prywatnego. Jeśli autor nie życzy sobie publikacji utworu prosimy o kontakt, a tekst zostanie usunięty.
chodzi lato po bezdrożach tekst